Wszystko się zmienia, to nie znaczy, że na lepsze. Trzeba sprawić, by było lepiej.
Nie można tylko gadać i mieć nadzieję, że samo się poprawi.
***
Ciemność, to jedyne co teraz widzę. Cisza to jedyne co teraz słyszę. Samotność to jedna z dwóch rzeczy, które teraz czuję. Drugą rzeczą jest ból. Ból fizyczny w dużym stopniu uśmierza mój ból psychiczny, który z każdym następnym dniem coraz bardziej się nasila, podczas kiedy ja słabnę. Patrzę na stróżki krwi spływające powoli w dół mojego ramienia aby na końcu opaść powoli na ziemię. Jest to dla mnie uspokajający widok co jednak nie zmienia faktu, że znowu to zrobiłam, miałam przestać, skończyć, ale nie potrafię. Do tego jest potrzebna wiara w to, że Ci się uda, odwaga aby mimo chęci się nie poddać oraz siła aby być na tyle silnym żeby powiedzieć nie. Kiedy ja nie umiem, nie potrafię powiedzieć nie, za bardzo kocham ten błogi stan, to uczucie spokoju, które tworzy się wewnątrz mnie z każdą kolejną kreską. Oszukuje tylko samą siebie myśląc, że kiedykolwiek mi się to uda, że kiedykolwiek wyjdę na ulice z uśmiechem, podniesioną głową, zapominając o przeszłości. Nigdy tak nie będzie, nigdy nie wyjdę na prostą. To jest wręcz niewykonalne kiedy prześladuje Cię taka przeszłość. Wciąż słyszę te same głosy z przed lat, które zawsze powtarzały mi to samo. Po moich policzkach spływają łzy kiedy przypominam sobie te wszystkie wydarzenia, te wszystkie raniące słowa.
"Jesteś beznadziejna ! Nigdy nie będziesz tak samo dobra jak twoja siostra ! Po raz kolejny się na tobie zawiodłam !" Usłyszałam te słowa z ust kobiety, którą kiedyś uważałam za matkę. Po moich policzkach spływały łzy, które wzmocniły się jeszcze bardziej kiedy poczułam mocne uderzenie w policzek. "Przestań już ryczeć, nie chcę się za Ciebie wstydzić jeszcze bardziej !" "Co ! Co ja Ci takiego zrobiłam !? Dlaczego mnie aż tak nienawidzisz !? Czym zawiniłam !?" Wykrzyczałam. Widziałam w jej oczach złość, zdziwienie i furię. "Ty się jeszcze pytasz !? To tylko i wyłącznie twoja wina to ty mi ich zabrałaś ! To ty ich zabiłaś ! Nic już dla mnie nie znaczysz. Jesteś zwykłą sierotą, która nic w życiu nie osiągnie !" Zamarłam, nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Moja mama robiła mi piekło z życia już od jakiegoś czasu, biła mnie, wyśmiewała, wiecznie krzyczała i nigdy nie wiedziałam czemu aż w końcu wyszło to na jaw. Ona po prostu obwiniała mnie za ich śmierć.
Przypominając sobie ten dzień kolejna fala łez spłynęła po moich policzkach kapiąc na mój zakrwawiony nadgarstek. Przez kilka lat nasłuchałam się, że to ja ich zabiłam i po niedługim czasie zaczęłam w to wierzyć. Znów poczułam to beznadziejne uczucie w głowie, ten ból. Szybko zrobiłam sobie kolejną kreskę tym razem trochę dalej od nadgarstka i tak jak przewidziałam ukoiło to mój ból. Po dziesięciu minutach bezcelowego wpatrywania się w sączącą się krew, mimo uspokojenia jakie dawał mi ten widok postanowiłam odwrócić wzrok, który powędrował na okno. Na zewnątrz panowała pogoda taka jak zwykle w tym beznadziejnym mieście. Deszcz i ciemność, nic się nie zmieniło już chyba od miesiąca wiecznie pada, ale czego się spodziewać po chyba najbardziej deszczowym kraju w Wielkiej Brytanii. Mówię tu o Szkocji, mieszkam tu od urodzenia, a od siedmiu lat w domu dziecka. Chociaż niedługo ponoć ma się to zmienić gdyż mam zostać adoptowana. Wciąż nie mogę w to uwierzyć, no bo niby po co ktoś miałby adoptować siedemnastoletnią dziewczynę podczas kiedy jest tutaj pełno dzieci, które o wiele bardziej potrzebowałyby ciepła rodzinnego niż ja. Chociaż z jednej strony się cieszę, bo na prawdę nienawidzę tego miejsca, ale z drugiej strony się boję. Czego ? Sama nie wiem, ale chyba najbardziej nowej szkoły. Co jeśli mnie nie zaakceptują ? Co jeśli ktoś pozna mój sekret ? Co jeśli zobaczą blizny ? Nie wiem co bym zrobiła gdyby ktoś je zobaczył. Są jak pamiętnik, nikt nie ma prawa go czytać, a z moich blizn da się wyczytać wiele. Wystarczy, że jedna osoba je zobaczy i co, od razu wyczyta z nich, że mam problemy psychiczne. No bo chyba nie robię sobie tego dla jaj prawda ? Po prostu czasami, a nawet często odczuwam ból psychiczny i w ten sposób się go pozbywam. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy okaleczają się dla szpanu, żeby zaimponować innym, a później się śmieją jak było fajnie itp. Nienawidzę takich osób ponieważ czuję się jakby śmiali się z nas. Z ludzi, których życie nie oszczędzało i nigdy nie dało szczęścia. Z tych, którzy wiecznie muszą się ukrywać aby świat się nie dowiedział o ich strasznej przeszłości. Czuję się jakby śmiali się ze mnie. Tym razem nie popełnię już tego samego błędu jaki popełniłam cztery lata temu, a mianowicie opowiedziałam swoim rówieśniczką o swoich problemach, o samookaleczeniu się i o mojej przeszłości. To wystarczyło aby dowiedzieli się o tym opiekunowie oraz psycholog, z którym muszę się teraz spotykać co wtorek. Niby psycholog ma pomagać, a ja po każdej sesji czuję się tak samo beznadziejnie jak wcześniej. Na każdej sesji pani psycholog zadaje mi pytania, na które nie odpowiadam zbyt chętnie co ona zauważa i zawsze powtarza mi, że przed nią mogę się otworzyć, że mogę jej zaufać bo ona jest tutaj po to aby mi pomóc jednak ja już nigdy przed nikim się nie otworzę, już nigdy nikomu nie zaufam. Tak sobie postanowiłam i tego będę się trzymać. Przez moje przemyślenia totalnie zapomniałam o moim nadgarstku. Szybko spojrzałam na niego i okazało się, że krew już powoli zasycha więc wstałam z poduszki na której siedziałam i ruszyłam w stronę łazienki. Podeszłam do zlewu i delikatnie zamoczyłam rany pod zimną wodą po czym uniosłam rękę na wysokość kilkunastu centymetrów nad zlewem i zaczęłam delikatnie ściskać skórę przy ranach aby "wycisnąć" z nich ostatnie krople krwi.
Dalej trzymając lewą rękę w górze, prawą ręką zaczęłam poszukiwania bandażu w szafce za lustrem. Po kilkunastu sekundach znalazłam go i starannie zaczęłam obwiązywać rany. Nieskazitelna biel zmieniła trochę kolor na czerwony, ale zbyt się tym nie przejęłam gdyż to było oczywiste, że krew od razu nie zniknie. Założyłam bandamkę na połowę długości bandażu a na to multum bransoletek. Wyszłam z łazienki, a mój wzrok momentalnie poleciał na poplamioną krwią poduszkę, na której jeszcze wcześniej siedziałam, ale to nie wszystko, bo zauważyłam jeszcze trochę krwi na wykładzinie obok. Spanikowana pobiegłam do łazienki wzięłam szmatkę, którą najpierw zamoczyłam w wodzie i szybko podbiegłam do plamy. Zaczęłam nerwowo i szybko pocierać szmatką o podłogę i z ulgą stwierdziłam, że plama zaczyna zchodzić. Pocierałam kolejne kilka minut, a krew coraz bardziej znikała, na poduszkę nie zwracałam zbytniej uwagi, bo w razie co mogę ją przecież wyrzucić. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi i zaczęłam panikować, plama mimo, że była mniejsza i tak jeszcze widoczna. Szybko wzięłam poduszkę i wrzuciłam ją pod łóżko, ale nie wiedziałam co mam zrobić z zaschniętą krwią na podłodze. Nerwowo zaczęłam rozglądać się po pokoju, a pukanie z każdą chwilą się nasilało, w końcu wymyśliłam już co zrobić i podbiegłam do szafy, z której wyrzuciłam wszystko na ziemię zakrywając tym samym czerwoną wykładzinę. Podeszłam do drzwi przy, których wzięłam głęboki oddech i założyłam sztuczną maskę z uśmiechem. Otworzyłam drzwi, a za nimi ujrzałam Thomas'a, jest on opiekunem w tym sierocińcu, ale jest też moim przyjacielem. Momentalnie zdjęłam maskę i szczerze się uśmiechnęłam, tylko przy nim to potrafię.
- Hej Torii przyniosłem Ci walizkę, no wiesz na jutro. - Uśmiechnął się i wszedł do środka kładąc walizkę obok sterty ubrań na ziemi.
- Tak pamiętam, ale chyba wolałabym zapomnieć. - Westchnęłam i usiadłam na łóżku.
- Ej ej ej tylko bez smutania. Wiesz, że nienawidzę kiedy jesteś smutna. - Chłopak uśmiechnął się i usiadł koło mnie na łóżku obejmując mnie ramieniem i przyciągając do siebie. Pocałował mnie w czoło i zaczął szeptać, że wszystko się ułoży. I za to właśnie go kocham, potrafi mnie pocieszyć, roześmiać i mimo maski, którą czasami założę (co przy nim zdarza się rzadko) zawsze wie, kiedy jestem smutna. Jest dla mnie jak brat i tylko on zna całą moją historią z dosłownie każdym najmniejszym detalem. Dlatego tym bardziej nie chciałabym aby zobaczył bandaż na mojej ręce lub plamę na podłodze, bo to właśnie jemu obiecałam, że z tym skończę i jak zwykle zawiodłam.
- Dobra mała ja muszę już iść, bo dzieciaki coś rozrabiają na dole, a ty spakuj się i prześpij. Jutro czeka Cię ciężki dzień. - Uśmiechnął się i wstał, a ja zaraz za nim. - I weź się uśmiechnij. - Dodał patrząc na mnie jednak ja zostałam nie wzruszona. - No dalej dla mnie. - Po tych słowach się uśmiechnęłam i był to szczery uśmiech. Jestem na prawdę wdzięczna, że go mam.
- I widzisz da się ? da się. Chyba nie było to takie trudne. - Zaśmialiśmy się i po chwili zostałam sama. Westchnęłam i podeszłam do walizki, gdzie zaczęłam pakować wszystkie rzeczy, które wcześniej wyrzuciłam na ziemie. Zajęło mi to jakieś dziesięć minut ponieważ nie mam za dużo ubrań. Po skończeniu pakowania doczyściłam plamę, przebrałam się i postanowiłam iść spać. W końcu jutro czeka mnie przeprowadzka. Bardzo się boję...
__________________________________________________________
Hej hej hej <3 I jest pierwszy rozdział. Wiem wiem troszkę długo zajęło mi pisanie go, ale wcześniej na prawdę nie miałam czasu przez zamieszanie jakie panowało w moim domu na święta i nie tylko :/ Ale w końcu się udało i jest !!! Mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba, bo ja nie wiem czy mam być zadowolona czy raczej nie. I jeszcze przepraszam, że taki krótki, postaram się żeby następne były dłuższe. No nie przedłużając, do następnego <3
Pamiętajcie !!! KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ
5 komentarzy = Rozdział 2